Stephen R. Bown „Amundsen. Ostatni wiking”

Gdzie wyjechać? Najlepiej tam, gdzie nas nie ma. Najbardziej jednak nęci podróż jeszcze dalsza: tam, gdzie nikogo jeszcze nie było. Odcisnąć swój  ślad na dziewiczym terenie, zaznaczyć obecność na kartach historii – marzenie niejednego z nas. Stephen Bown ruszył literackim tropem jednego z ostatnich wielkich odkrywców, a jednocześnie na dalszym planie swojej opowieści postawił kilka niebanalnych pytań o cenę takich podróży.

Roald Amundsen, znany także jako: „Ostatni z wikingów”, „Napoleon strefy podbiegunowej” oraz „Biały orzeł”. Lista osiągnięć jest imponująca: przepłynięcie Przejścia Północno-Zachodniego, spędzenie nocy polarnej na Antarktydzie, zdobycie bieguna południowego, a później, jakby tego było mało, pierwszy przelot nad tymże biegunem. Każdy z tych wyczynów nosi w sobie potencjał na nowe przydomki norweskiego podróżnika. Bown uzupełnia je we właściwy sobie sposób – ukrywający się dłużnik, naiwny marzyciel, niezwykle surowy dowódca wypraw, nieszczęśliwy kochanek. Tę listę można ciągnąć jeszcze długo, dlatego należy ją zatrzymać w tym momencie i stwierdzić: Amundsen to ja. Jeśli marzę, jeśli wciąż żywe są we mnie dziecięce obietnice o przekroczeniu horyzontu, jeśli nie dogaduję się z ludźmi tu i teraz, to właśnie o mnie jest ta książka.  Stephen Bown na podstawie pozostawionych przez „Napoleon strefy podbiegunowej” książek, listów, wykładów odtworzył jego wszystkie wyprawy. Jest to fascynujące samo w sobie, dlatego ja ruszam po obrzeżach kolejnych ekspedycji i przypatruję się legendzie tej mroźnej mapy.

 

W tle polarnych wypraw przewijają się inne, nie mniej ważne. To podróż po miłość. Wyprawa w stronę przeciwną niż wierzyciele. Podróż w stronę świateł lamp błyskowych, na pierwsze strony gazet, na akademickie sale. Wszystkie one są ważne, bowiem podróżnik nie potrafi przestać podróżować. Szalenie interesujący jest naszkicowany przez Stephena Bowna portret starego Amundsena. Po kolejnym sukcesie przychodzi smutna refleksja: nie ma już biegunów do zdobycia. Rachunek życia podróżnika wypada niekorzystnie. Jest sławny, ale nie ma własnego domu, nie ma żony ani dzieci. Zdobył dwa przeciwstawne sobie punkty na kuli ziemskiej, a nie ma własnego miejsca w świecie. Po latach wyrzeczeń jest ledwo wypłacalny. Zdrowie nie było już godnym zaufania towarzyszem do dalszej drogi. Przelot sterowcem nad biegunem zakończył też epokę heroicznych odkryć. Już nie w psim zaprzęgu, nie w statku targanym przez dzikie fale, ani nawet nie odganiając się od dzikich zwierząt, ale siedząc biernie za sterem. Odkrycia same się dokonują, wystarczy wcisną przycisk. To paradoksalne, że to właśnie człowiek z duszą Magellana staje się grabarzem ludzi swojego pokroju. W tle rozbrzmiewają trywialne pytania z siłą morskich bałwanów: czy potrafię normalnie żyć? Czy mogę być jeszcze ojcem? Czy da się ze mną żyć? Czy wyruszyłem, by zdobyć jedyny prawdziwy biegun – samotność starca?

W 1928 roku zaginęła wyprawa na biegun północny, dowodzona przez Umberto Nobile. Amundsen wyrusza z ekspedycją ratunkową, w swoją ostatnią wyprawę, która udzieliła mu odpowiedzi na wszystkie pytania.

 

Fragment recenzji zamieszczonej w lipcowym numerze „W drodze”, do przeczytania także tutaj: http://www.miesiecznik.wdrodze.pl/?mod=archiwumtekst&id=16639

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s